Gościniec Jurajski
moje dzieci są bardzo dobrymi uczniami. Nigdy niczego złego nie zbroiły i zawsze dobrze się uczyły. Mijały lata, one rosły, ale kłopotów nie przybywało. Było idealnie, do czasu, gdy nie zaczęły się ich samodzielne wyjazdy. Pierwsze takie coś miało miejsce kilka lat temu, kiedy pojechali na zielone szkoły. Puściliśmy ich bowiem nie było żadnego ryzyka, że coś złego zrobią. No ale niestety szybko dotarły do nas informacje, że nasze dzieci rozrabiają. Ponoć cały gościniec postawiły na nogi. Nie wiedzieliśmy o co chodzi, musieliśmy czekać aż wrócą, gdy skończą się zielone szkoły. I dopiero wtedy dowiemy się co to działo, że cały gościniec na długo zapamięta wizytę naszych dwóch małych szkrabów. Kiedy wrócili w końcu do domu wychowawczyni i opiekunki powiedziały nam, żebyśmy z dziećmi spokojnie porozmawiali, nie naciskali. Na drugi dzień mieliśmy pójść do szkoły, gdzie pani dyrektor przedstawi nam formalny punkt widzenia. Zielone szkoły miały naszym dzieciom zapewnić rozrywkę, a tymczasem czuliśmy, że stało się coś strasznego. A one nie chciały mówić za wiele. Tylko wspomniały, że gościniec to piekło i że nie chcą tam nigdy więcej pojechać. Nie będziemy ich zmuszać przecież do tego, ale nie dało nam spokoju to, co się działo. Na drugi dzień poszłam do szkoły i dowiedziałam się, że wszystko to przez pola namiotowe, które znajdowało się w pobliżu ich ośrodka. Mieszkali tam jacyś dziwni ludzi, chuligani i chłopaki o wiele starsze od naszych dzieci. I oni, ci co zamieszkiwali pola namiotowe, bardzo się z naszymi dziećmi kłócili, choć nie było o co, bo przecież nasze dzieci spędzały czas inaczej i nie powinny w ogóle wchodzić na te pola namiotowe. Jak to możliwe, że nawiązała się taka bliska znajomość i że nasze dzieci czuły się przez nią tak źle? Tego niestety dyrektorka nie była w stanie powiedzieć. To wiedziały tylko nasze dzieci, ale one teraz milczały jak zaklęte.