Przenośniki
Jak wszystko działało zanim wymyślono wszystkie te urządzenia? Często się nad tym zastanawiam. Ostatnio zwiedzałem rozlewnię soku. Robi wrażenie, naprawdę. Wielka hala, przenośniki taśmowe, na nich rzędy butelek. Stanowiska montażowe. Miejsca, w których nalepiane są etykiety. Maszyny nakładające kapsle. Transportery. W ciągu godziny rozlewano tam soki do ponad 50 tysięcy butelek! Tak naprawdę nie to zrobiło na mnie wrażenie, nie te liczby i dane, nie transportery, przenośniki taśmowe i stanowiska montażowe. Choć – uwierzcie mi, było na co popatrzeć. Mnie zafascynowało to, że na tej wielkiej hali, przy tych wielkich maszynach pracowało około 10 pracowników. I może powinienem się martwić, że mniej ludzi ma pracę, ale jak tu się martwić, kiedy jest się świadkiem takiego postępu? Pomyślałem, że gdybym cofnął się w czasie, w tej hali były by setki osób, a i tak produkcja byłaby co najmniej o połowę mniejsza. Na dodatek pewnie byłoby wiele przypadków nieuczciwości czy wypadków przy pracy. A dziś – wszystko jest sterylnie czyste, maszyny są niemal niezawodne, praca człowieka sprowadza się do włączenia i wyłączenia sprzętu oraz nadzorowania, czy wszystko przebiega zgodnie z planem. Stałem na swojego rodzaju trybunach i patrzyłem na stanowiska montażowe, na to jak równo pracują przenośniki taśmowe, słuchałem szumu wydawanego przez transportery i dzwonienia odbijających się o siebie butelek – dziwnie uspokajający był to widok i dźwięki, które do mnie dobiegały. Zawsze jak kupowałem sok w sklepie zastanawiałem się, ile osób miało go wcześniej w ręce. Po dzisiejszej wizycie w rozlewni, wiem - że być może dotknął go wcześniej tylko sprzedawca i jakiś niezdecydowany klient, bo w fabryce raczej nie miał szansy na bezpośredni kontakt z człowiekiem. Nie jest już dla mnie także tajemnicą, jak napoje trafiają do puszek. Do dziś myślałem, że są napełniane przez dziurkę służącą do picia. Otóż nie. Okazało się, że pierwotnie puszka nie ma jednego z wieczek i nakłada się je zaciskowo dopiero po napełnieniu puszki.