Falowniki elektryczne

Jechał raz pan pewien po pewnej drodze. Dobrze go trzymało wiec bez zarzucania, a zresztą i tak miał worek pod przekładnie. Jechał do Krakowa, bo gdzież miał jechać. Jechał Syreną, model 105. Zabytek to był, bo jak jechał to rok 2067 zawitał. I raz tu nagle niezawodna maszyna doznała usterki gdzieś z tyłu konstrukcji pojazdu. Kierowca wiedział od razu, ze to nie elektronika samochodowa zawiodła ponieważ stara Syrena czegoś takiego nie posiadała. Inni w poduszkowcach krzyczeli, zawalidroga! ta Syrena! Szczęście pan miał, ponieważ z racji futurystycznej daty poboczem jechał robot naprawczy i oznajmiał „diagnostyka samochodowa, diagnostyka samochodowa, diagnostyka samochodowa...\\" Robot podpiął Syrenę do haka i zawiózł ku serwisu. Co się w serwisie okazało to tyle, że opona przebita była w pojeździe. Mechanik od razu to zauważył i krzyknął, że „wulkanizacja się kłania\\" Pan od zabytku zdziwiony zapytał o tego „wulkanizacja\\". Mechanik zaraz poprawił, ze o wulkanizację się rozchodzi a nie o wulkanizacja, że to rodzaj żeński jest a nie męski. Pan tak zaś powiedział bo nie wiedział, z Polski nie pochodził. Znał język, tyle o ile, albo podobnie jak falowniki. Wymienił koło w zakładzie wulkanizacyjnym i zaprosił mechanika na kawę z kapką oleju silnikowego bo taka obaj lubili. Przegadali całe 3600 sekund i rozeszli się w pozytywnych nastrojach w swoje strony. Pan zasiadł w Syrenę, ruszył i cały czas po głowie marszem chodziła mu ta elektronika samochodowa. Rozmyślał czy nie lepiej wmontować trochę tych skomplikowanych zabaweczek do swojej 105-ki. Może jakiś drobiazg jak np. szyby elektryczne albo lusterka albo jeszcze lepiej jakby falownik grzał i kawę parzył. Tu z wyraźnym zaznaczeniem, że kawę a nie siedzisko parzyć miał by. Elektronika samochodowa fascynować go zaczęła do tego stopnia, że po dwóch tygodniach pozbył się swojej Syreny na rzecz nowego przepełnionego elektroniką poduszkowca. Stwierdził, że lepiej jest unosić się nad ziemia niż zużywać koła na porządnych ale zapomnianych drogach.