Rozwiązania życiowe.

Niektóre rozwiązania w naszym codziennym życiu, które z założenia mają nam pomagać, okazują się na tyle nietrafione, że skutecznie mogą pokrzyżować nam plany i zepsuć humor. Załóżmy, że jesteśmy klientem jakiejkolwiek wielkiej firmy – zresztą ciężko jakiejkolwiek wielkiej firmy klientem dziś nie być. Wybierzmy więc sobie jedną z naszych ulubionych firm i wyobraźmy, że czegoś od niej potrzebujemy. Cokolwiek – zepsuł nam się samochód, komputer, potrzebujemy jakieś pieniądze czy może tylko na początek radę, odpowiednie poświadczenie – wszystko jedno. To co z reguły robimy pierwsze, jako klienci wielkich firm, to próbujemy nawiązać kontakt za pomocą cudownego wynalazku Alexandra Grahama Bella. Pierwszym co słyszymy w słuchawce jest miły głos pani… nagranej na automat. Bella nie ma co przeklinać, nie mógł przewidzieć, że ludzkość zbezcześci jego wynalazek czymś takim jak centrale telefoniczne. No ale cóż, jesteśmy cierpliwi, słuchamy aż pani skończy mówić. Centrale telefoniczne mają zwykle to do siebie, że po odsłuchaniu instrukcji tylko raz, nadal nic wiemy, poza tym, że mówi do nas automat i że instrukcja jest niejasna. Naciskamy któryś tam przycisk, żeby pani z automatu zaczęła mówić od nowa. Alleluja - tym razem zrozumieliśmy. To jednak nie koniec zła związanego z jednym z największych przekleństw naszych czasów. Teraz czeka nas kolejna niespodzianka, jaką centrale telefoniczne oferują – rozmowa z konsultantem. Kiedy już jesteśmy na tym etapie rozmowy, że kończą nam się przekleństwa, a konsultant jedyne co do tej pory sensownego powiedział, to że rozłączy się, jak nie przestaniemy go obrażać, znaczy, że faktycznie czas się rozłączyć. Ale co tam centrale telefoniczne, idziemy do biura. Aranżacja biura to kolejna niespodzianka. Jeżeli aranżacja biura należała do jakiegoś eksperta, to chyba od utrudniania ludziom życia. Załóżmy jednak, że w końcu udało nam się odnaleźć właściwe biurko we właściwych drzwiach i rozmawiamy z obsługującym nas pracownikiem, wciąż zaskoczonym, że ktoś go odnalazł. Rozmawiamy, rozmawiamy, powoli się uspakajamy, pan zza biurka jeszcze tylko da nam jeden papierek i sprawa załatwiona. Druk dokumentów to ostatni etap tej ciężkiej przeprawy. No i kiszka. Coś się zacięło, druk dokumentów nie poszedł jak trzeba. Siedzimy jeszcze na miejscu, zaciskając pięści i zęby, a pan z firmy walczy z drukarką. Po dwudziestu nie wytrzymujemy, uciekamy z krzykiem i jedziemy pomieszkać w rezerwacie Aborygenów. Z dala od telefonów, biur i drukarek. Cóż – tak właśnie wiele firm ułatwia życie swoim klientom. Można jednak na to nie pozwolić i będąc w kierownictwie, zlecić sprawę doświadczonym fachowcom. Wówczas i centrale telefoniczne, i aranżacja biur, i druk dokumentów będą spełniać swoją funkcję zgodnie z założeniami, a życie klienta stanie się przyjemniejsze, jeszcze zanim zdecyduje się zamieszkać poza cywilizacją.